sobota, 24 sierpnia 2013

R.2: Płatki Wiśni

"Szósty Zmysł Tamiji Roxvord"
Originał- T.1
___
Rozdział II - Płatki Wiśni(Wiosenny tytuł)

   Wstając rano odsłonęła okno. (Tak, "odsłonęła". Poza tym- jaki długi wstęp nie? :D)
-Ty znowu tu!?
   Ptak tylko ćwierkał, a ona nic nie rozumiała. (OŁ MAJ GASZ! Jakie, ale to dużo wnosi do rozdziału!)
-Tak! Wolność!
-Tami! Tami!
-E! Złaź!
-Chodź na dwór!
-Dobra! Dobra! Idę...
-Stary, ale co ty jej powiesz?
-Coś typu... "Zostaniesz moją Walentynką?"(Luty?)
-Prędzej cię zleje niż zgodzi...- skrzywił się.
-Wiem... Ale warto spróbować.
-No...
-Tamija no szybciej!
-Dobra idę...- zpieła włosy i zeszła.
-Czego?
   Max popchnął Sierrę w jej stronę.
-Ała... Tami zostaniesz moją walentynką?
-Tym razem przesadziłeś... Ale... Ale zgoda... Pod warunkiem, że spławisz Sar(n)ę gdy zacznie z tobą gadać...
-No zgoda... A nie mówiłem?- spojrzał na kumpla przez ramię.
-Stary szacun...
-Dobra... Ja idę do domu...
-Co? Ale przecież jest sobota!?(Tu chyba powinien być TYLKO wykrzyknik ._.)
-A mi się nie chce nigdzie iść niestety...- powiedziała i odeszła.
-Taa... Fajnie... Czyli nie pujdziesz z nami na wyścigi... Ech... Szkoda... Ja już kupiłem bilety... Szkoda, szkoda...
-Wyścigi?! Kiedy!?
-Teraz...
-Zaczekajcie!- wbiegła do domu i przebrała się.- Dobra... Już...
-No to idziemy, bo zajmą nam miejsca dla Vipów...!
   Po chwili spotkali Sar(n)ę i...
-O nie...- zatrzymała się.
-O! Hej Sierr... Idziemy do parku?(WYTYFY?<patrz tytuł rozdziału> Tutaj zaś wiosna!)
-Nie... Sorry, ale idę z Tamiją...
-Och...! Jak ja tego niecierpię! Tamija to, Tamija tamto! Grr...!
-Sorry Sarah, ale byliśmy umówieni już tydzień temu...- pokazała jej język, a potem ochlapała ją błotem.(CZEMU TUTAJ JEST TERAZ JESIEŃ?! Co ja brałam podczas pisania ._.)- Ciao... No chodź!- pociągnęła Sierrę.

(Znowu dwie spacje O.O)

   Na wyścigach rozsiadli się na miejscach i oglądali.
-Dawaj!- krzyknął.
-Iedziesz!!
-Hej Sierra...- podeszła.
-O Sarah...(A ona skąd tu do cholery?!)
-Suń się idiotko...!
   Tamija wkurzona wstała i zacisnęła pięść... Po chwili zabrała wymach i uderzyła ja z pięsciom w policzek, aż Sarah zaczęła krwawić z nosa i warg.(CZEMU ONA JĄ UDERZYŁA?!) Sarah oburzona spojrzała na nią z łzami w oczach, a potem się na nią żuciła. Tamija złapała ją za ręce i powaliła na ziemię, a potem, a ta przestraszona zaczęła coś mówić.(A potem? ouo)
-Nie dziękuj...- odparła Tamija, a Sarah odbiegła.(MG czemu Sierra, albo żaden z chłopaków nie powstrzymał Tamiji? NO CZEMU?)
-Proszę opuścić stadion...
-Co!? Jak to!?(Ja pier... POBIŁAŚ DZIEWCZYNĘ!)
-Wywołałaś bujkę. Proszę opuścić stadion!!
-Nie!
-Więc Ci pomogę.- złapał ją i wyszli.
-Jeszcze tu wrócę! Puść mnie!
   Policjant(Tutaj prawdopodobnie powinno być "ochroniarz"...) puścił dziewczynę, a ona zaczęła go wyzywać i klnąć.
-Tamija!- wybiegł za nią.
-Czego?!- odwróciła się wkurzona.
-To nie było konieczne...(TRZEBA BYŁO JĄ POWSTRZYMAĆ!)
-Daj mi spokój dobra!? Arght...! To najgorszy dzień w moim życiu!
-Uspokuj się!- chciał ją pocałować(Patrzcie, jaki do przodu!), a ta uderzyła pięścią w jego brzuch...- Au... To też nie było konieczne Tami...(Trzeba było się tak nie rwać do przodu...)
-Spadaj na drzewo...- odparła i ruszyła do domu.
-Ale Tami...
-Głuchy jesteś!?
-Taa... Już idę...- odszedł.
-To był zły pomysł...- spojrzała na niego i weszła do domu.
-W końcu jesteś Tami...
-Idę do pokoju...
(Serio? Ale ja pytam, serio? Ile jeszcze jest tutaj tych trzech, cholernych kropek?!)
   Tamija wchodząc po schodach zapytała jeszcze:
-Mamo co byś zrobiła gdybyś za wszystko obwiniała prawdopodobnie najlepszego faceta jakiego kiedykolwiek spotkałaś i zostaliście najlepszymi przyjaciółmi?(Wow. Ale WOW. To chyba najlepsze co autorka<czyt. ja> napisała w całej tej "książce", coś co ma sens!)
-Chodzi o Sierrę tak?
-Chyba tak...
-Pomyśl... Na pewno bym go przeprosiła...
-A jakby on niechciał cię więcej znać?
-Usiądź...- odsunęła krzesło.
   Po pięciu minutach zaczęła Tamija...(Niee... Błagam, nie ;-;) Pijąc gorącą czekoladę była rozczarowana.
-Posłuchaj mnie kochanie...(NIEE) W życiu różnie bywa... Kto wie? Może za jakieś 12 lat będziesz jego żoną?
-Mamo!?- krzyknęła obużona, a za razem zaskoczona dziewczyna.
-Ja tylko łączę fakty... Znacie się od zerówki...
-Ta... Ale nie zawsze tak jest prawda?
-Tak... Przepoś Sierrę... Moze ci wybaczy...?(TRZY KROPKI ZNOWU ATAKUJĄ! *oczy jej krwawią*)
-Może... Na razie idę spać...
-Dobranoc...(O ludzie... Jak tu szybko godziny mijają o_o) Przemyśl jeszcze tę decyzję...
-Dobrze... Branoc...- odeszła do pokoju, a na biórku leżał list wypsikany damskimi, słodkimi perfumami.- Fee...- zatkała nos i otworzyła kopertę. Teksy listu był taki:


"Odwal się od mojego chłopaka! Inaczej naślę na ciebie kuratora i pożegnasz się z domem i tym miastem, bo pujdziesz do paki za średnie uszkodzenie ciała!! Jestem nietykalna, a ty jesteś tylko jakąś chłopczycą trenującą Bók wie co!!"

Podpisano: Pani Sarah Rasi!

   Tamija wpadła w śmiech, który było słychać na dwoże. Sarah Rasi? Ha! Ha! Przecież to nie pasuje! Zabrała pióro w rękę i zaczęła:
"Droga Sar(n)o... Nie chcę Cię niepokoić, ale Sierra niestety woli moje toważystwo... Jeśli uwarzasz, że jesteś jego dziewczyną to mu to powiec... Może uwieży... "Może"... Wątpię, by poprosił cię w przyszłości o rękę, bo jest niestety inna dziewczyna w "jego" typie.
Ja mam zezwolenie na bicie dzieciaków w różowych sukienkach takich jak ty. Więc wielkie sorry... Aha. Pisze się "Bóg" nie "Bók"(Wymadrza się a sama nie umie pisać -,- Właśnie zjechałam samą siebie...) jak ty to napisałaś. dziękuję."

Podpisano: Tamija Roxvord- jedna z najlepszych katarek świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz