sobota, 24 sierpnia 2013

R.3: Udane Zakończenie

"Szósty Zmysł Tamiji Roxvord"
Originał- T.1
___

Rozdział III - Udane Zakończenie

   Koniec roku szkolnego przyszedł szybko... Nawet szybciej niż Tamiji się wydawało... Klasy zebrały się pod szkołą i wysłuchały nudnego wypowiedzenia dyrektorki.
-Drodzy uczniowie!
-Bla, Bla, Bla... Do rzeczy!(Czemu ona nie dostała nagany za taką odzywkę?)
-A tak... W tym roku widzimy się już ostatni raz... Życzę wam udanych wakacji... Za rok spotkamy się w 2 gimnazjum... Do zobaczenia moi drodzy...
-Patrzcie jak się wystroiła!- zaczęła się śmiać.
-Po co ja włożyłam te ubrania... I po co mi makijaż...
-Daj spokój wyglądasz świetnie...- wyszeptał.
-Tak... Jasne... Yhh...(?)- odeszła
-I co żeś zrobiła Sarah!?
-Ja...? Nic...
-Ta... Akurat...
   Sierra zerwał się i pobiegł za dziewczyną. (...)
-Tami! Tami! Tamija no!!
-Czego...?!- zatrzymała się.
-Nie przejmój się Sar(n)ą... Ona taka jest...- idzie obok niej.
-Ta... Wredny plastik, a do tego dzieciak, który nie umie ortografii...!(Kto to mówi...!)
-Daj spokój...
-Eh... czemu ja się w ogóle zgodziłam żeby iść do tego gimnazjum!?
-Już nie ważne...
-Cześć...- odeszła do domu.
-Cześć...
   Weszła do domu nieco załamana.(Ona się teleportowała! o.o)
-Tamija weź się w garść!!- uspokoiła się.- Eh... Chciałabym być inna no!- przebrała się i położyła na łóżku znudzona.- Nudy...(No...)
   Na drugi dzień dziewczyna jeszcze spała, okryta kołdrą(Ten przecinek serio był tu TAK BARDZO potrzebny ._. ?).  Wstała i przeciągnęła się. Ubrała wygodne ubranie(No na pewno nie worek na śmieci -,-) i  wyszła na plac(Pewnie przez okno :D), po chwili rozpieła bluzę i poszła do parku.(Tak BTW, w poprzednim rozdziale była jesień/wiosna/zima<nie wiem> a teraz jest już lato)
-Wreszcie spokój.- usiadła na ławcę zmęczona popijając colę.- Zapomniałam!- zerwała się do domu Sar(n)y i do jej skrzynki wrzuciła list.- He, he(huehuehuehuehuehuehue)...
   Wracając do domu znowu zaczepił ją Sierra. Nawet się nie odwóciła tylko szła dalej.
-Taa... No nic, nie będę zawracał Ci głowy Sar(n)ą... (Ten suchar mnie już tak bardzo nie cieszy ._.)- odeszedł.
-I dobrze...- odeszła na luzie do domu.- Jestem i idę do pokoju!
-Dobrze!
-Przeklęta Sarah! Przeklete wakacje! Grr...!- wymamrotała i weszła do pokoju.
   Na drugi dzień usłyszała ćwiekanie  pod oknem(Chodziło pewnie o parapet...) i wstała otwierając okno.
-To znowu ty?
-Tak...
-Spadaj!- pogoniła go i zasłoniła okno zabierając laptopa.
-Śniadanie!
-Zaraz przyjdę! Tylko co tam na blogu...? O! 10 nowych komentów! Dzia...- uśmiechnęła się i zaczęła czytać.
-Tamija no chodź!
-Chwila!- zamknęła laptopa i wyszła z pokoju.
   Zjechała z poręczy i uczesała się, a potem jeszcze wyprostowała włosy i po zjedzeniu poszła się ubrać. Z szafy wyciągnęła jaskrawą sukienkę i inne tego typu ubrania. Potem cicho zeszła bez butów i z torebki mamy wyciągnęła kartę kredytową
-O Tamija? Czego szukasz?
-Eee... Wychodzę i zabrałam kartę kredytową...
-Oddaj!
-Nie! Znaczy... Nie... Jest potrzebna, bo nie mam ani grosza...(TRZY KROPKI! O_O)
-To dam Ci 100 dolarów(W "originale" jest to przekreślone) 10 000 yenów i już...
-Nie... Nie starczy...
-Aha... To pa?
-Pa!- założyła buty i wyszła.
   Na mieście przed sklepem z ciuchami wzięła głęboki wdech i przełknęła ślinę, a potem nieśmiało weszła do środka i ją zatkało...
-O kurdę... Nie wiedziałam, ze ten sklep jest taki... taki... taki wielki...- ruszyła do stoiska z butami i torebkami... Brała co się narzuci(ONA BRAŁA NARKOTYKI O.O) i szła do przebieralni... Po wyjściu ze sklepu spotkała Sierrę i przypadkiem do niego dobiła.
-Przepraszam!- spojrzała na niego.
-Nic nie szkodzi... Hę...? Tamija?
-Tak, a co?
-Nie wyglądasz jak... jak... jak ty!
-I co?
-I nic... Dobra cześć!
-Cześć?- odeszła.- Dziwny jakiś...
   Gdy doszła do domu czekały na nią jakieś dziewczyny.
-Sarah?- omijając je weszła do domu.
-Taa...
-Tamija! Tamija otwórz!
-Bo?
-Chcę pogadać...
-Czego?- otworzyła drzwi.
-Idziemy gdzieś?
   Rozejrzała się:
-Nie...- zamknęła drzwi.
-To chociaż nas wpuść!
-Nie... Nie... I Nie!! Spadajcie stąd!
-Dobra...
-Uff...
-Muszę zadzwonić.- zabrała komórkę i wystukała numer "168 335 900".- Hallo... Sierra?
-Słucham?
-Masz czas popołudniu?
-No, a co?
-Bo widzisz... Mam dwa bilety... Znaczy karnety do tej nowej kawiarenki na rogu...- mówiąc malowała akurat usta błyszczykiem.- I może być ze mną poszedł co?(TEN romans...)
-Dobra... Ale chcę cię widzieć w tej fryzurze postawionej na żelu, ognistej bluzce i w luźnych dżinsowych spodniach...
-No... Dobra...
-I bez makijażu!- krzyknął do słuchawki.
-Spoko...- rozłączyła się i zaczęła się przebierać.
   Poszła do lustra zmyła makijaż i postawiła włosy...
-To tylko na dzisiaj...
-Tamija otwóż!
-Chwila!- zeszła i otworzyła, a przed nia stał brunet.
-Jestem Hiro...(Na początku nazywał się "Lud"- Hito :D) A ty to pewnie tamija Roxvord?
-Tak... A coś się stało?
-Nie, ale musisz ze mna iść...- złapał ją za nadgarstek wyrwała się i przybrała pozę do ataku.- Ostrzegam... Znam karate i 10 innych...
-Spokojnie.
-Słuchaj... jestem umówiona z chłopakiem! Więc spadaj, bo ja nie mam zamiaru się spóźnić!- wybiegła do kawiarenki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz